Picasa
Kontakt

                              

Jerzy Prokopiuk, Proces templariuszy, tCHu, Warszawa 2005

s. 46: 
Zaczątki inkwizycji — w postaci inkwizycji biskupiej — dała bulla Ad abolendam papieża Lucjusza III z 1184 roku. Przykazywała ona biskupom, by przynajmniej raz w roku odwiedzali te parafie, w których mieli znajdować się heretycy. W wypadku znalezienia heretyków miano ich ekskomunikować i przekazać władzom świeckim. Podstawy inkwizycji właściwej dał — w okresie walk z katarami — papież Grzegorz IX (urzędujący 1227-1241), powierzając ją nowo założonym zakonom dominikanów i franciszkanów. Statuty Grzegorza IX określały sposób wzywania świadków w dochodzeniu przeciwko heretykom, metody badania oskarżonych, możliwości pogodzenia skruszonych heretyków z Kościołem oraz potępienia i skazania zatwardziałych. Tych ostatnich przekazywano władzy świeckiej w celu ukarania. Kara obejmowała konfiskatę własności, dożywotnie więzienie lub spalenie na stosie. W 1252 roku papież Innocenty IV zezwolił na wprowadzenie tortur jako środka badań (bulla Ad extirpanda).

s. 57-59:
Śledztwo znalazło się zrazu w rękach głównego inkwizytora Francji, spowiednika królewskiego, dominikanina Wilhelma Imberta z Paryża. Podstawy prawne jego działania zasadzały się na udzielonej przez papieża Mikołaja IV (w 1290 roku) przeorowi dominikanów paryskich władzy śledzenia spraw herezji we Francji.
Działania głównego inkwizytora były w pełni skoordynowane z poczynaniami króla: jeszcze we wrześniu pisał do inkwizytorów Tuluzy i Carcassonne, domagając się ich współpracy w śledztwie przeciw templariuszom.
Zeznania posypały się bardzo szybko. W większości wypadków badanymi nie byli rycerze zaprawieni w bojach i trudach walk z niewiernymi, lecz zarządzający komandoriami spokojni bracia-giermkowie — rolnicy, pasterze, ekonomowie i młynarze. Z reguły też byli to ludzie niemłodzi: na przykład ze stu piętnastu templariuszy aresztowanych w Paryżu, sześćdziesięciu dziewięciu przekroczyło czterdziesty rok życia. Rozkazy królewskie wyraźnie upoważniały urzędników przeprowadzających aresztowania do zastosowania wszelkich form nacisku wobec uwięzionych templariuszy: trzymano ich — pozbawionych wierzchniej odzieży — w nieopalanych, co gorsza brudnych, pełnych robactwa i szczurów podziemiach zamków, a później w więzieniach inkwizycji, karmiono niemal wyłącznie chlebem i wodą, pozbawiano snu, upokarzano fizycznie, poddawano gehennie, czyli torturom. Trudno więc się dziwić, że ludzie ci załamywali się bardzo szybko, niekiedy nawet już —jak preceptor Gentioux z diecezji Limoges, Pierre de Conders — na sam widok narzędzi tortur.
Najczęściej stosowanymi narzędziami gehenny inkwizycyjnej było „koło tortur” (kozioł) i tak zwane strappado. Kozioł była to trójkątna konstrukcja, do której przywiązywano ofiarę, a sznury, którymi ją krępowano, przymocowywano do kołowrotu; obracający się kołowrót powodował rozerwanie stawów rąk i nóg. Człowiekowi poddawanemu torturze strappado, związywano ręce na plecach liną zarzuconą na wysoką belkę. Następnie podciągano go do sufitu i gwałtownie opuszczano tuż nad podłogę, co powodowało wyrwanie rąk ze stawów. Niekiedy ponadto przyczepiano ciężary do nóg lub genitaliów ofiary, jak na przykład w przypadku pięćdziesięcioletniego rycerza Gerarda de Pasagio. Templariuszy torturowano także wkładając ich stopy do ognia: kapelana Zakonu, Bernarda de Vaho z Albi, męczono w ten sposób przez szereg dni, doprowadzając do odpadnięcia obu stóp — ciała i kości.
Tymi metodami osiągnięto sukces niemal całkowity. Spośród stu trzydziestu ośmiu templariuszy badanych w Paryżu, stu trzydziestu czterech przyznało się do zarzuconych win. Wśród przesłuchiwanych byli zarówno szesnasto- i siedemnastoletni chłopcy, jak i osiemdziesięcioletni starzec.
W toku tortur lub w ich rezultacie zginęło wielu Rycerzy Świątyni — trzydziestu sześciu w samym Paryżu.

s. 104-105:
[Jan de Pouili, prawnik i magister teologii] „ekspertyzę” swą kończył wnioskiem:
Stało się jasne, że większość templariuszy zgrzeszyła, co wystarczy do tego, by potępić ich wszystkich [...] Zakon taki (bowiem) nie może istnieć, nie narażając na niebezpieczeństwo i skandal całego Kościoła.
„Ekspertyza” Jana de Pouili była tylko jednym ze środków, do których uciekł się Filip Piękny w tej fazie walki z odzyskującym wiarę we własne siły Zakonem. W maju 1310 roku Filip de Marigny, arcybiskup Sens — brat ministra królewskiego Enguerranda de Marigny, w tym czasie dystansującego Nogareta w łaskach króla — zwołuje do Paryża archidiecezjalną radę w celu sądzenia indywidualnych templariuszy z prowincji Sens, zwłaszcza tych, którzy podjęli się obrony Zakonu.
W tej sytuacji Piotr z Bolonii zwrócił się z apelem do przewodniczącego komisji papieskiej, arcybiskupa Gillesa Aicelina, by powstrzymał akcję Filipa de Marigny i wziął pod swą opiekę obrońców Zakonu. Ale arcybiskup Aicelin, były królewski strażnik pieczęci, w gruncie rzeczy niechętny templariuszom, nie widział żadnego powodu, by wbrew królowi stawać w ich obronie. Wycofawszy się pod błahym pretekstem z prac komisji, decyzję co do dalszych postanowień zostawił jej członkom. Jednakże czterej jej członkowie — już tylu tylko faktycznie brało w niej udział — nie potrafili podjąć żadnego postanowienia.
W dwa dni później, 12 maja, komisję powiadomiono, że tego dnia — z wyroku arcybiskupa Sens — ma zostać spalonych na stosie pięćdziesięciu czterech templariuszy spośród tych, którzy podjęli się obrony Zakonu. Interwencja komisji nie przyniosła żadnego skutku.
Pisząc o ich śmierci — spalono ich na jednym z pól pod Paryżem — kontynuator Kroniki Guillaume’a de Nangie stwierdził:
... żaden z nich nie przyznał się do zbrodni im zarzucanych, lecz przeciwnie, wszyscy nieustannie im zaprzeczali, wołając, że skazano ich na śmierć bez powodu i niesprawiedliwie; było przy tym wielu ludzi, którzy przypatrywali się im nie bez wielkiego podziwu i ogromnego zdumienia...
W kilka dni potem spalono pod Paryżem jeszcze czterech templariuszy, a nieco później w Senlis — dziewięciu dalszych.