Picasa
Kontakt

Susan Quinn

Marie Curie: a Life

(Życie Marii Curie)
Heinemann 1995





Prywatne życie Alberta Einsteina1. Prywatne życie Mikołaja Kopernika2 – zachęcają tytuły i ożywa odwieczny spór: odbrązawiać czy nie odbrązawiać. Jakkolwiek osobiście jestem za, to musi niepokoić wzmożone zainteresowanie „życiem od strony kuchni”. Czego szukamy? Ukojenia dla naszego wścibstwa, potwierdzenia typowości naszych wad, spokoju dla wyrzutów sumienia oskarżającego naszą małość? O miłostkach genialnego fizyka czy kanonika kapituły warmińskiej chętnie poczytają zarówno te osoby, które nie podejrzewają nawet sensu teorii względności, jak i te, którym trudno byłoby wytłumaczyć, dlaczego absurdem jest wielokroć przez nie wypowiadane: „słońce wschodzi”... Czy może chodzi o to, że każdy śledzi obcą wielkość na swoim poziomie? A może winę ponosi nasz system edukacji preparujący biografie układne, przemilczane, aktualizowane w zależności od potrzeb kolejnych pokoleń? A może wciąż nie umiemy rozstać się z obawami wyrażonymi lapidarnie przez Ministra Kosiubidzkiego Feliksa: „Jeśli Swojego nie będziesz chwalił, to kto ci pochwali?"3

Otóż chwalą nasze i obcy. Stronę A6 „The Daily Telegraph” z 26 sierpnia 1995 roku zdobi wielkich rozmiarów zdjęcie przedstawiające postać znaną każdemu Polakowi. Utkwione w dal oczy, pochylona sylwetka, ręce wsparte na balustradzie. Skupienie albo zmęczenie na zniszczonej kobiecej twarzy. „Traktowała swoje dzieci tak – głosi podpis pod zdjęciem – jakby były eksperymentem, którego przebieg trzeba rejestrować w notatniku.” Maria Skłodowska-Curie.

Z wymową komentarza, jakim opatrzono zdjęcie, koresponduje podtytuł recenzji pióra Kathryn Hughes4, sugerującej konieczność poszukiwania prawdy o życiu Skłodowskiej, kobiety, na wizerunek której składają się starannie skonstruowane, ale nie zawsze rzeczywiste elementy biograficzne. Ależ my to znamy, zawoła ten i ów, i rzeczywiście: opracowania biograficzne Marii Skłodowskiej-Curie nie należą do rzadkości, a dobrym początkiem tej listy jest książka Pani Curie: biografia autorstwa córki polskiej uczonej. Biografia napisana piórem Susan Quinn stawia sobie za cel dotrzeć do „prawdy prawdziwej” o życiu kobiety, której wielu z nas nie potrafi sobie wyobrazić poza laboratorium i uciążliwą, ryzykowną, ale zbawienną w skutkach pracą.

  Ideał wielu kobiet, zdobywczyni nagrody Nobla, która nad naukę przekłada dobro swoich dzieci, pionier medycyny, ofiara własnego altruizmu, głos na pustyni gromadzący wyznawców – takimi określeniami cieszyła się Maria Skłodowska-Curie zanim jeszcze osiągnęła 50 rok życia. Początkiem hagiografii, jak nieco zgryźliwie chyba pisze Hughes, tej „Najwspanialszej kobiety na ziemi” był rok 1921, kiedy to za sprawą jednego z amerykańskich pism kobiecych zainicjowano kampanię, której celem miało być zebranie dostatecznej ilości pieniędzy na zakup grama radium dla Marii Curie. Komercyjna wrzawa, jaka powstała wokół bohaterki tego wydarzenia, przyczyniła się do tego, że postać „podstępnego polskiego naukowca” zaczęto postrzegać na podobieństwo Jo March4.

A jednak życie Marii Curie, choć nie tak ekscentryczne, było niezwykłe, jeśli nawet owa niezwykłość była nieco innej natury, niż to sobie wyobrażały amerykańskie zwolenniczki polskiej uczonej. Hughes zestawia kilka najważniejszych wydarzeń z życia Skłodowskiej, zwracając baczną uwagę na to, by nie ulec czarowi ujęć hagiograficznych. Trzeźwość jej ocen jakkolwiek cechuje pozytywny kosmopolityzm. Zacytujmy znamienny fragment: „[Curie] urodziła się w okupowanej przez Rosjan Warszawie, w roku 1867, a jej staranne wykształcenie, jakie odebrała w gimnazjum, przypomina, że korzenie nowożytnej edukacji kobiet rozciągają się poza Girton6”. Pouczające spostrzeżenie dla Brytyjczyka, który może i był święcie przekonany, że Polska to miejsce na mapie z napisem ubi leones, pouczające i dla Polaka, który może nie podejrzewał, że ktoś może tak właśnie myśleć.

Dwudziestoczteroletniej Skłodowskiej starczyło i pieniędzy, i odwagi, by wstąpić na uniwersytet w Sorbonie. Zdumiewający intelekt młodej Polki szybko zwrócił na nią uwagę wybitnego naukowca, Pierra Curie. W 1895 roku panna Skłodowska została panią Curie, a później matką Ireny (1897) i Ewy (1904). I choć nam przyszłyby tu może do głowy bardzo proste odpowiedzi7, to zaambarasowana recenzentka niepokoi się tajemnicami alkowy uczonych: „Pasje naukowe państwa Curie nie sprzyjały życiu rodzinnemu, i do dziś nie jest jasne, dlaczego zawracali sobie głowę dawaniem życia Irenie i Ewie”. Pani Curie troskliwą matką jednak była, choć to troskliwość rodem z laboratorium, i kiedy trzeba było przyłożyć się do pracy, znalazła córkom zdrowe miejsce nad morzem, którego zalety uwolniły pociechy państwa Curie od kłopotów zdrowotnych, państwa Curie natomiast – od rodzicielskich.

Są inne jeszcze powody, dla których nie można mówić bezkrytycznie o polskiej uczonej jako o przykładzie świętości, przypomina z ulgą Hughes. Nie minęły cztery lata od śmierci męża, a pani Curie rozpoczęła romans z żonatym panem Paulem Langevinem, którego żona – niechętna coś kobiecie mówiącej z dziwnym polskim akcentem – nijak tej znajomości zaakceptować nie mogła i stąd ogłosiła w prasie kilka listów miłosnych kochanków, a to skutecznie rozbiło klasyczny trójkąt. Curie nie próbowała już później szukać miłości, a kiedy wybuchła wojna, rzuciła się w wojenny wir, chcąc – jak chce Hughes – udowodnić, iż niesłuszne były opinie kwestionujące jej patriotyzm. Zadbała o to, by urządzenia pozwalające na medyczne wykorzystanie promieni X przetransportowane zostały na front i osobiście (ucząc się sztuki prowadzenia samochodu w wieku 50 lat!) zawiozła właściwą maszynerię do Compiègne.

Biografia wielkiej polskiej uczonej (nie wiedzieć czemu amerykańska encyklopedia uparła się przy „francuskiej uczonej"8) pióra Susan Quinn jest w opinii Hughes ścisła, rygorystyczna i wytworna. Autorka znalazła w niej miejsce na naukę i życie rodzinne pani Curie. Nie bez znaczenia jest też i fakt pomocy, jakiej w powstawaniu dzieła udzielała Ewa Curie, starsza córka dwukrotnej laureatki nagrody Nobla, służąc wieloma szczegółami z zakresu domowego życia swej wielkiej matki.

 

---------

1) R. Highfield, P. Carter, Prywatne życie Alberta Einsteina, Prószyński i S-ka, Warszawa 1995.
2) Jerzy Sikorski, Prywatne życie Mikołaja Kopernika, Prószyński i S-ka, Warszawa 1995.
3) W. Gombrowicz, Trans-Atlantyk, WL Kraków 1988, s. 20.
4) Kathryn Huges, Scientist rather than saint (Raczej naukowiec aniżeli święta), "The Daily Telegraph" 26 sierpnia 1995.
5) Postać z dziewiętnastowiecznej powieści Louisy May Alcott Little Women (Małe kobiety); Jo March, na poły wizerunek samej autorki, to typ sowizdrzała zmagającego się z presją XIX–wiecznego społeczeństwa, które wymagało od kobiet poświęcenia i rezygnacji z osobistych ambicji samorealizacji w pożytecznej pracy na rzecz otoczenia.
6) Miasteczko położone na północ od Cambridge – jednego z najstarszych i najznamienitszych ośrodków uniwersyteckich Wielkiej Brytanii.
7) Już Tuwim podpowiadał możliwe rozwiązanie tej zagadki w „Nowych Wiadomościach Literackich”: „Dzieci powstają z zaniedbania i lekkomyślnego zapuszczenia ciąży,” cyt. za: J. Tuwim, A. Słonimski, W oparach absurdu, „Iskry” Warszawa 1958, s. 192. Tamże inne rozwiązania.
8) The New Grolier Multimedia Encyclopedia. Release 6. MPC Version, Grolier Electronic Publishing, Inc., Novato 1994 – multimedialna edycja na płycie CD–ROM.

materiał niepublikowany