Picasa
Kontakt

Amanda Casson

A week in the Arts

The director of the British Short Film Festival on why less is more on the big screen

Tydzień w sztuce
Przewodnicząca Brytyjskiego Festiwalu Filmów Krótkometrażowych o tym,
dlaczego na wielkim ekranie mniej znaczy więcej
"The Daily Telegraph" 26 sierpnia 1995





Słów kilka na temat „widzialności obcowania człowieka z materią”, czyli kina wg definicji K. Irzykowskiego, które u początków swego rozwoju potępiano jako „widowisko ordynarne, płytkie, demoralizujące, psujące smak, itd.” Autor X Muzy pisał: „Nagonka na kino towarzyszy mu od początku w jego pochodzie zaborczym, choć nie triumfalnym i wydaje się prawie jakby była tego pochodu warunkiem, jakby miarą popularności kina był stopień, w jakim ono odczuwane bywa jako skandal publiczny. Współczesny Europejczyk używa kina, lecz się go wstydzi1.”

„Powraca moje ówczesne [tj. przedwojenne – przyp. mój – M.W.] przekonanie – powiada Miłosz na marginesie lektury książki M. Zaleskiego, Przygoda drugiej awangardy – że piszemy mniej więcej dla dwudziestu, trzydziestu osób, kolegów-poetów. I tuż obok tysiące, bacznie nadstawiające ucha, kiedy tylko wiersz zatrąci o politykę, gotowe nas zaadoptować, pod warunkiem, że będziemy służyli sprawie. Lewicowej oczywiście. Na dole wielka masa tych, co nie czytają nic, bo są niepiśmienni albo ledwie piśmienni, ta masa, dla której została wynaleziona telewizja”2

No, teraz już mogę się przyznać, że nie jestem amatorem kina, telewizji i video. Kolejność jest tu istotna, bo moja antypatia narasta wraz z kolejnymi pozycjami tej listy. Jeśli biadamy dziś na upadek kultury, zdziczenie obyczajów itd. zastanówmy się, czy nie jest to konsekwencją tego, że dziś współczesny Europejczyk nadal „używa kina”, ale już nie widzi powodów, dla których musiałby się tego wstydzić. 97% naszych rodaków spędza wolny czas przed telewizorem (ten, kto ogląda, wie, co w nim widać), stąd nic dziwnego, że w roku 1995 49% Polaków i 41% Polek nie  przeczytało od roku ani jednej książki, jako rzecze Demoskop. Międzynarodowe badania czytelnictwa wykazały z kolei, że tylko 20% Polaków radzących sobie ze sztuką składania liter jest w stanie zrozumieć średnio trudny tekst z gazety. Z pewnością wypadlibyśmy lepiej, gdyby brano pod uwagę ilość kaset wideo przetrawionych zmętniałym wzrokiem naszych estetycznych koneserów.

Ale do rzeczy: nie wszystko, co widać, musi być złe. O trudach odchwaszczania filmowej grządki opowiada Amanda Casson, która od siedmiu lat  poświęca swe kompetencje przeglądom filmów krótkometrażowych i co roku musi sobie radzić z tą samą sytuacją: spośród mnóstwa zgłoszeń trzeba wybrać te nieliczne najlepsze. W roku 1995 z 3000 propozycji zakwalifikowano 330 filmów. Rutyna robi swoje: Casson powiada, iż po siedmiu latach oglądania materiałów festiwalowych jest w stanie rozpoznać mistrzowski obraz nawet przez sen (przypadłość ta chyba powinna zostać uznana za chorobę zawodową recenzentów sztuk wizualnych naszych czasów?). Znać jednak bystre oko Casson w takim choćby komentarzu: „W tym roku mamy na ekranie Amblina Spielberga, zrealizowany jeszcze za studenckich czasów reżysera film, który rozpoczął jego karierę. W Wielkiej Brytanii jest pokazywany po raz pierwszy. Nie przepadam szczególnie za filmami Spielberga. Są zbyt dziecinne.”

Film krótkometrażowy broni się, wg Casson, w dobie filmowej tandety. Zaczyna być coraz bardziej popularny w Anglii, co autorka artykułu łączy z europeizowaniem się wyspiarskiego kraju. Francja ze swoją skłonnością do intelektualizowania wszystkiego, co możliwe, uważa film krótkometrażowy za autonomiczne dzieło sztuki,  a nie wprawkę dla reżyserów, który testują w krótkich formach pomysły dla dużych produkcji. Filmy krótkometrażowe nie oszałamiają kosztami produkcji, wręcz przeciwnie, ich realizatorzy to ludzie niezbyt zamożni. Najlepsze spośród nich odznaczają się cudowną czystością i prostotą. Po tych wszystkich pochwałach natury ogólnej Casson przechodzi do przykładów: „Wszystko to stosuje się zwłaszcza do filmów tworzonych we Wschodniej Europie. Takie szkoły filmowe, jak choćby w Łodzi, we wschodniej Polsce, stworzyły serię najcudowniejszych filmów wszechczasów.” Po takich rekomendacjach polski czytelnik wybaczy autorce słabe rozeznanie w geografii odległego kraju nad Wisłą. Już Szekspir przecież kazał przybijać statkom do wybrzeży Czech...

               
-----
1) K. Irzykowski, X Muza. Zagadnienia estetyczne kina, WAiF Warszawa 1960, s. 31, 39.
2) C. Miłosz, Rok myśliwego, „Znak” Kraków 1991, s. 11.

materiał niepublikowany