Picasa
Kontakt

Norman F. Cantor

The Sacred Chain: The History of the Jews

Święte okowy: historia Żydów
HarperCollins 1995





Czy w Polsce istnieje antysemityzm? Czy Polacy traktują Żydów tak jak inne nacje? Jak częste są sytuacje, kiedy słowa: „To mój przyjaciel, Żyd” wywołują emocje bardzo podobne do tych, które towarzyszą prezentacji: „To mój przyjaciel, Francuz”. Takie myśli rodzą się w mojej głowie (teraz już odruchowo) kiedy mijam pewien wiadukt na południowo–zachodnich przedmieściach Krakowa1. Szerokie filary owego wiaduktu tworzą dobre warunki dla rozkwitu demokracji słowa (zawsze walczymy o swoje, stąd być może mniej nawoływań o wolność myśli, a więcej o wolność słowa...). Tę podkrakowską gazetę wielkich hieroglifów opanowała, można mniemać, monotematyczna grupa zwolenników Polski wielkiej i czystej rasowo. Obok wszechobecnego już na polskich murach krzyża wpisanego w koło (White Power) mury wiaduktu zdobią hasła: [- - - - ustawa o autocenzurze] i wielka, wymalowana czerwoną (!) farbą swastyka. Zawsze widzę hasła, nigdy czegokolwiek, co pozwoliłoby zidentyfikować piszących je autorów. Kim są ludzie, którym marzy się czarno-biały kraj? Raz tylko na wiadomym murze pojawił się imienny występ: „Polsko, zbudź się! [- - - - ustawa o autocenzurze]” – wołały litery przedwyborczego plakatu.
 
Czy w Polsce jest antysemityzm, zastanawiam się, chodząc ulicami miasta, którego mury patrzyły na śmierć ocalałych z wojny Żydów mordowanych rękami ocalałych z wojny Polaków. Dziś na tych murach, obok sympatycznych napisów typu: „Boże, zatrzymaj świat! Ja wysiadam”, są i takie: „Żydzi precz”, „Precz z Żydami” (przemalowane przez kogoś, komu niniejszym składam wyrazy sympatii, na „Precz z lodami”), „Polska dla Polaków” (przemalowane na: „Bółska dla Robaków” – tak to ortografia musi ulec skuteczności) i „Bóg jest Żydem” (tu naprawdę nie jestem pewien intencji piszącego: to dobrze, czy źle?).
 
Losy ogłoszonego przez Jana Błońskiego artykułu, Biedni Polacy patrzą na getto2 zdają się dowodzić, że długo jeszcze niemożliwa będzie rzeczowa dyskusja nad wzajemnym stosunkiem tych dwóch nacji. A może nasz stosunek wobec zjawiska antysemityzmu jest zasadniczo błędny. Może rację ma Leszek Kołakowski proponując to rozwiązanie, które kończy jego szkic W sprawie ukrzyżowania3, a którego to rozwiązania i ja sam chyba staję się z latami zwolennikiem.
 
Czy jest antysemityzm w Anglii? – nie zastanawia się natomiast Norman Cantor, który, w opinii recenzenta4 książki The Sacred Chain, „widzi antysemitów i antysemityzm wszędzie, a zwłaszcza w Wielkiej Brytanii.” Nowa książka na stary temat porównana została w recenzji Bermanta z czymś w rodzaju dzieła wzorcowego – historią narodu hebrajskiego opracowaną przez zespół, a wydaną przez oficynę H. H. Ben–Sasoon około 30 lat temu. Porównanie wcale nie wypada na niekorzyść dla publikacji Cantora. Nie jest co prawda książka tak wszechstronna, ale zaletą jej jest fakt, że spisana została jednym – i to błyskotliwym – piórem. Nie sposób odmówić jej zdecydowania: gordyjski węzeł tajemnic historii najwcześniejszej Narodu Wybranego nowożytny Aleksander rozcina jednym zdaniem: „Empiryczne świadectwa dowodzą, że nie miało miejsca [to, co o Żydach mówi Biblia – przyp. mój – M.W.].” Przyznaje jednakże, że siła mitu jest potężniejsza niż fakty, i że syjonizm nie mógłby się narodzić, gdyby nie obietnice, które Bóg być może złożył, a być może nie złożył istniejącemu, a być może nie istniejącemu Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi. Zdaje się, że i Cantor nie jest w Dzisiejszych Czasach na tyle szalony, żeby co mniemał albo i nie mniemał...
 
Książka The Sacred Chain wolna jest – pozwólmy sobie na taki elegancki eufemizm – od apologetycznego tonu. Co więcej, Cantor nie waha się sugerować, iż niekiedy sami Żydzi kusili los. Na przykład polscy Żydzi: w XVI i XVII wieku za polskich rządów na Ukrainie wiodło im się świetnie ze względu na to, że przyjmowali posady pośredników i dzierżawców u polskich szlachciców. Ów złoty wiek Żydów na Ukrainie skończyło powstanie z 1648, kiedy to tysiące Żydów poniosło śmierć, a ich domy i synagogi zrównano z ziemią. „Ukraińscy chłopi – pisze Cantor – pojudzani byli przez zaciekły antysemityzm prawosławnych popów”. To jednak tylko jedna strona medalu. „Sami Żydzi – dodaje autor The Sacred Chain – byli bezpośrednim instrumentem sprawczym poddaństwa i degradacji ukraińskich chłopów. Halachicznym rabinom nigdy nie przyszło do głowy, by spojrzeć na rolę Żydów w ucisku chłopów ukraińskich  w świetle głoszonych przez hebrajskich proroków idei społecznej sprawiedliwości...”
 
Ostatni rozdział tej książki traktuje o okresie najnowszym, o ostatnim półwieczu potomków Izraela (objętościowo rzecz ujmując 1/5 całości książki). To najbardziej kontrowersyjna część publikacji Cantora. Recenzent „The Daily Telegraph” nie waha się użyć słów: niewiarygodna, niezrównoważona, często nieprawdziwa. „Namier – pisze Cantor – był wybitnym historykiem w Wielkiej Brytanii w latach 40. i 50. naszego wieku. Jednak nigdy nie otrzymał katedry w Oxfordzie... tak wielką antysemicką nienawiść doń żywiono...” Takie „dowody” niechęci Bermant kwituje refleksją: „Nie trzeba koniecznie być Żydem, by spotkać się z chłodnym przyjęciem na Oxfordzie. Choć – ośmielę się zauważyć – to pomaga.” A ujmując rzecz bardziej ogólnie, dodaje recenzent książki Cantora, jak można utrzymywać, że żydowskie pochodzenie jest istotną przeszkodą w karierze w kraju, w którym Żydzi, stanowiący mniej niż jeden procent populacji, stanowią 25 procent w składzie rządu.
 
Najgorsze jest jednak to, co Cantor pisze o Holokauście. Zarzuty stawiane są tu i Churchillowi (nie zrobił nic, by sprawdzić wiarygodność doniesień o masowych mordach Żydów), Weizmanowi (był zbyt załamany, by działać), Ben-Gurionowi – ten zwłaszcza jawi się Cantorowi jako nieomal bete noire – („był gotów spisać na straty europejskich Żydów” już w maju 1942 roku, podczas gdy samo „ostateczne rozwiązanie” zainicjowano ledwo kilka miesięcy wcześniej, i to w wielkiej wówczas tajemnicy). Nie lepiej przedstawia się w książce Cantora postawa całej społeczności żydowskiej w świecie, która mogła zrobić więcej w celu zażegnania Holokaustu. Cantor – podejrzewa Bermant – sądzi pewnie, iż Żydzi w roku 1942 i 1943 mieli tę pozycję i siłę, jaką mają dziś, że w czasie wojny żyli wolni od jej wpływów...
 
Dziwna książka – przyjdzie nam powiedzieć w konkluzji. Czy drastycznie różny poziom jej fragmentów dowodzi walki emocji z faktami? historyka z publicystą, politykiem? Początkowe rozdziały książki The Sacred Chain są tak dobre, a końcowy tak zły, że niekiedy niemożliwym wydaje się angielskiemu recenzentowi fakt, by wyszły spod tego samego pióra. Może zatem tytuł recenzji jest radą dla czytelnika, który może być pewien pożytków płynących z  tych części książki, które pisał dobry historyk i dobry człowiek
 
 
 
----------
 
1) W maju 1996 roku wszystkie napisy pokryła szara farba.
2) Jan Błoński, Biedni Polacy patrzą na getto, „Tygodnik Powszechny” 1987, nr 2; przedr. w: Jan Błoński, Biedni Polacy patrzą na getto, Wydawnictwo  Literackie, Kraków 1994, s. 10–27.
3) Leszek Kołakowski, W sprawie ukrzyżowania, [w:] tegoż, Pochwała niekonsekwencji. Pisma rozproszone z lat 1955–1968, t. 3, "NOWA", Warszawa 1989, przedmowa, wstęp i opr. Zbigniew Mentzel, s. 69–70.
4) Chaim Bermant, When he is good..., "The Daily Telegraph" 19 August 1995

materiał niepublikowany