Picasa
Kontakt

Rabi Dow Beer

Lutowy numer “Midrasza” uraczył czytelników kilkoma interesującymi artykułami o chasydyzmie. Pismo zaprezentowało przede wszystkim dzisiejsze oblicze pobożnościowych ruchów judaizmu wywodzących się z nauk Beszta. Wśród nich grupę chasydów lubawickich. Lektura “chasydzkich” artykułów pozostawiła we mnie jednak pewien niedosyt. Jako że sam należę do tych, którzy chasydów i ich świat poznawali za pośrednictwem jedynie słowa pisanego, zabrakło mi w lutowym “Midraszu” owych – pozornie błahych – słynnych historii, opowieści, legendowych anegdot, tak przecież ważnych dla przekazywania chasydzkich nauk. Oczywiście, zauważyć należy, że w latach ostatnich wydano w Polsce wiele książek wprowadzających nieświadomego rzeczy czytelnika w tajniki chasydzkiego świata. Wspomnijmy chociażby wspaniałą antologię M. Bubera Opowieści chasydów czy J. Langera 9 bram do tajemnic chasydów. Pierwsza prezentuje literacko utrwalone portrety cadyków odmalowane w pamięci ich uczniów i zachowane dla potomnych w formie anegdot, drugą spisał czeski Żyd, który w wieku 19 lat zdecydował się porzucić swe dotychczasowe życie dla chasydzkiej wspólnoty duchowej rabina z Bełza. Obie te książki – co jest ich niewątpliwą zaletą – przedstawiają chasydów niejako od wewnątrz; bez uogólniającego, typizującego, schematyzującego komentarza, który jest konieczny, gdy chce się nauki i sposób życia chasydów uprzystępnić zewnętrznemu światu, a który to komentarz siłą rzeczy gubi nieprzekazywalne sedno odrębności, odmienności, niezwykłości chasydzkiego życia.

Wszystkim tym, którzy jak ja uwielbiają chasydyzm “w działaniu”, polecam garść chasydzkich historii. Cytowane tu anegdoty przedstawiają rabbiego Dow Bera. Jako że w “dramaturgii” chasydzkiej opowieści istotną rolę pełni identyfikacja zarówno personalna, jak i topograficzna, powiedzmy dwa słowa o duchowym rodowodzie bohatera wychodząc ab ovo nowożytnego chasydyzmu: za następcę Izraela ben Eliezera, Baal-Szem-Towa (ok. 1700-1760), uznano Dow Bera z Międzyrzecza, tzw. Wielkiego Magida (1710-1772). Magid swoim duchowym dziedzicem mianował Menachema Mendla z Witebska (?-1788), a kiedy ten wyjechał do Erec Israel, przywódcą chasydów został Szneur Zalman ben Baruch z Ladów, zwany Rawem (1746-1812). Przedstawiany tu Dow Ber (1773-1827), który osiadł w Lubawiczach i tu utworzył centrum chasydyzmu Chabad, był synem – i duchowym sukcesorem – Szneura Zalmana.

 

 

Chasydzkie ożywianie

W roku 1772 Rabbi Szneur Zalman powołał do życia chasydyzm chabad. “Chabad” to uniwersalna filozofia i sposób życia, w którym w człowieczej służbie Stwórcy kluczową rolę odgrywa intelekt. Umysł doskonalony jest w taki sposób, by zdołał rozwinąć wrodzone mu zdolności panowania nad owym “małym światem”, jakim jest człowiek: poprzez intelektualny wysiłek zmierzający do pojęcia i wejścia w kontakt z rzeczywistością Boga, człowiek rozbudza w sobie uczucie miłości i respektu wobec Stwórcy, oczyszcza swój charakter, doskonali swe postępowanie.

Bar micwa rabbiego Dow Bera, najstarszego syna rabiego Szneura Zalmana, przypadła na dzień 9. Kislew 5547 roku (30 listopada 1786). Z tej okazji przybyło do Łozna wielu gości; uroczyste zgromadzenia chasydzkie (farbrengens) trwały przez cały tydzień.

Kiedy grono chasydów dyskutowało o erze Mesjasza i o zmartwychwstaniu, jeden z nich zauważył:

– Przecież nasz rabi wskrzesza zmarłych. Cóż to bowiem jest ciało? Coś zimnego i bez czucia. Zaś życie to ruch, ciepło, ekscytacja. A czyż jest coś tak zlodowaciałego w samouwielbieniu, tak zimnego i nieczułego jak umysł? Ale kiedy ten oziębły umysł zaczyna myśleć, pojmować, i kiedy ekscytuje go Boża myśl, to czyż nie jest to wskrzeszanie zmarłych?!

 

 

Samolubny święty

Rabbi Dow Ber z Lubawicza dał swym chasydom następujące zalecenie: Każdy, kto chce przyjść do centrum chasydyzmu Chabad w Lubawiczu, może to uczynić tylko pod następującym warunkiem:

“W drodze powrotnej do domu musi się on zatrzymać w każdym miasteczku i każdej wiosce, zebrać miejscowych Żydów i przekazać im wszystko to, czego dowiedział się podczas swego pobytu w Lubawiczu.”

Kiedyś pewien młodzieniec prosił, by go zwolnić z tego obowiązku.

– Rabbi – powiedział, – Wszechmogący pobłogosławił mnie darem wymowy. Gdziekolwiek rozpoczynam debatę nad naukami chasydzkimi przed zebranego tłumu, moja mowa wypada nadspodziewanie dobrze. Uważam, że satysfakcja, jaką z tego czerpię, oddziałuje na moje “ja” i psuje mój charakter.

Rabbi odpowiedział:

– Mówisz tak, jakby twój dylemat dotyczył wyłącznie ciebie. Kto ci dał prawo odmawiać innym ze względów osobistych? To, w jaki sposób radzisz sobie ze swoim “ja”, to twój problem. Nawet gdybyś sam zepsuł się do szpiku kości, nie wolno ci przestać nauczać bliźniego.

 

 

Syn rabbiego i chasyd

Pewnego razu, kiedy rabbi Dow Ber z Lubawicza, syn rabbiego Szneura Zalmana z Ladów, był młodym człowiekiem, odwiedził ze swoim teściem Janowicz. Tam spotkał jednego z chasydów ojca.

Chasyd ów zauważył, że młody syn rabbiego był zanadto pewny swoich osiągnięć w nauce i modlitewnych medytacjach i pomyślał, że nie zaszkodziłoby sprowadzić go trochę na ziemię.

Rzekł zatem do rabbiego Dow Bera:

– Kiedy się tak człowiek zastanowi, kim ty jesteś i w jaki sposób żyjesz, to można powiedzieć: no, a cóż to za wielka sprawa? Twój ojciec – no tak, wszyscy dobrze wiemy, kim jest twój ojciec. Z całą pewnością poczęty zostałeś w najświętszym otoczeniu, i nie wątpię, iż twój ojciec zatroszczył się o to, by na ziemię zeszła najwznioślejsza dusza. Zostałeś następnie wychowany w domu rabbiego, gdzie wiele troski włożono w odpowiednie ukształtowanie twojego charakteru i uchronienie cię przed złymi wpływami. Przez całe swoje życie byłeś otoczony nauką i świętością, a i do chwili obecnej zajmujesz się jedynie studiowaniem Tory i nauk chasydyzmu. Zdobyłeś zatem sporą porcję wiedzy, umiesz modlić się pobożnie i gorliwie. Wielka sprawa.

A weź na przykład mnie. Mój ojciec był prostym człowiekiem, i łatwo możemy sobie wyobrazić, co chodziło mu po głowie, gdy wyskrobywał ostatki duszy z dna beczki. A moje wychowanie? Byłem chowany niczym kozioł, pozostawiony w zasadzie samemu sobie. Wiesz, jak radzę sobie w moim życiu? Powiem ci, jak zarabiam na chleb. W porze siewu pożyczam chłopom pieniądze, a następnie, w czasie zimowych miesięcy, obchodzę ich wsie i gospodarstwa, by odebrać długi, zanim chłopi będą mieli okazję przepić cały dochód z plonów. To znaczy, że muszę wyruszyć na kilka godzin przed wschodem słońca, dobrze jeszcze przed właściwym czasem na modlitwę, zaopatrzony w butelkę – bo bez wódki nie da się rozmawiać z chłopem o interesach. Po wypiciu jego zdrowia, trzeba jeszcze wypić l’chaim z gospodynią – inaczej może ona zepsuć cały interes. Dopiero po tym wszystkim można zająć się rozliczeniami.

Po trzech czy czterech takich odwiedzinach wracam do domu, zanurzam się w mykwie i przygotowuję do modlitwy. Ale jakiejż modlitwy można się spodziewać po takich przygotowaniach...?

Młodzieniec ruszył niezwłocznie do domu, do ojca, i otworzył przed nim swoje serce. Użalił się nad stanem swojej duszy, mówiąc iż jego służba Bogu nie ma żadnej wartości, że tak bardzo zawiódł pokładane w nim nadzieje.

Następnym razem, gdy ów chasyd z Janowicza przyszedł do rabbiego Szneura Zalmana, rabbi rzekł doń:

– Jestem ci bardzo wdzięczny – zrobiłeś z mojego Bera chasyda.

 

 

Drewniane myśli

Pewnego roku, po modlitwach na Rosz Haszana, rabbi Szneur Zalman z Ladów zapytał swego syna, rabbiego Dow Bera:

– O czym myślałeś podczas modlitwy?

Rabbi Dow Ber odpowiedział, że rozważał znaczenie słów: “i każde stworzenie odda Ci pokłon” – jak to najwznioślejsze nadprzyrodzone światy i istoty duchowe umniejszają się przed nieskończonym majestatem Boga.

– A ty, ojcze? – zapytał następnie rabbi Dow Ber. – Jakie myśli towarzyszyły twojej modlitwie?

Rabbi Szneur Zalman odpowiedział:

– Rozmyślałem nad stołem, przy którym stałem.

 

 

Płacz dziecka

Kiedy rabbi Dow Ber z Lubawicza był młodzieńcem, mieszkał w tym samym domu, co jego ojciec, rabbi Szneur Zalman. Rabbi Dow Ber mieszkał wraz ze swą rodziną na parterze, a rabbi Szneur Zalman – na piętrze.

Pewnej nocy, gdy rabbi Dow Ber pogrążony był w studiowaniu, jego najmłodsze dziecko wypadło z kołyski. Rabbi Dow Ber niczego nie słyszał. Ale rabbi Szneur Zalman, który także tkwił po uszy w rozmyślaniach w swoim pokoju na piętrze, usłyszał płacz niemowlęcia.

Rabbi zszedł na dół, podniósł dziecko z podłogi, otarł jego łzy, ułożył niemowlę na powrót w kołysce i pohuśtał je do snu. Przez cały ten czas rabbi Dow Ber był pochłonięty nauką. Jakiś czas potem rabbi Szneur Zalman upomniał syna:

– Choćby twoje rozmyślania były nie wiem jak wzniosłe, nigdy nie wolno ci nie dosłyszeć płaczu dziecka.

 

 

Pozytywna klątwa

Rabbi Szneur Zalman z Ladów służył jako baal korei i czytał w synagodze przypadającą na każdy tydzień część Tory.

Pewnego roku rabbi Szneur Zalman nie był obecny w Łoźnie podczas tego sabatu, w który czyta się część Tavo. Podczas nieobecności Rabbiego, czytanie przypadło innemu baal korei.

Tavo obejmuje Klątwę, bezlitosny opis tych nieszczęść, jakie miały spaść na naród żydowski, gdyby ten zapomniał o przykazaniach Tory.

Tego tygodnia rabbi Dow Ber (syn i następca Rabbiego Szneura Zalmana), w tym czasie jeszcze dziecko przed bar micwa, tak bardzo został poruszony owymi potępieniami Klątwy, że zachorował na serce.

Trzy tygodnie później, kiedy nadeszło święto Jom Kipur, był nadal tak słaby, że ojciec wahał się, czy pozwolić mu pościć.

Kiedy zapytano nieletniego Dow Bera: “Czyż nie słyszysz Klątwy każdego roku?”, odpowiedział: “Kiedy czyta ojciec, nie słyszy się potępienia.

 

 

Wielkie osiągnięcie

W roku 1790 rabbi Szneur Zalman z Ladów powierzył swemu najstarszemu synowi rolę mentora i duchowego przewodnika (mashpia) młodych ludzi, którzy studiowali w Łoźnie oraz – korespondencyjnie – tych, którzy studiowali w domach swych ojców lub teściów w całej Rosji.

W tym czasie Rabbi Dow Ber był młodym, ale błyskotliwym siedemnastolatkiem.

Pewnego razu młody mashpia rzekł swym uczniom: “Osobisty wysiłek dla oczyszczenia charakteru człowieka musi być podejmowany z wewnętrzną prawością, bez żadnego zakłamania. Ktoś, kto karmi się złudą swej wspaniałości, ogłupia samego siebie. A cóż to za wielkie osiągnięcie, kiedy się ogłupia głupca?”

 

 

Wymiana

Kiedy dla Dow Bera, najstarszego syna Szneura Zalmana z Ladów, nadszedł czas pójścia do chederu, rabbi zwrócił się do jednego ze swych przyjaciół, ucznia – jak on sam – nieżyjącego już Mistrza, Magida z Międzyrzecza.

We właściwy sobie śpiewny sposób rabbi Szneur Zalman powiedział:

– Mam micwę do spełnienia – przykazanie: “będziesz uczył swe dzieci [słów Tory].” Ty także jesteś zobowiązany wypełnić swoją micwę – obowiązek utrzymywania swojej rodziny. Zamieńmy się: ja dostarczę ci środków dla wypełnienia twojej micwy, a ty będziesz uczył mojego syna Tory.

Następnie rabbi Szneur Zalman udzielił synowi błyskawicznych nauk na temat właściwego podejścia do spraw edukacji w latach wczesnego dzieciństwa:

Trzeba, oczywiście, zacząć od Alef – Bet. A co to jest Alef? Kropka na górze, kropka na dole i pomiędzy nimi linia – to jest Alef. I w rzeczy samej jest to Alef całej Tory: jod [kropka] na górze (Bóg) i jod na dole (Żyd) połączone linią wiary.

 

 

Chasydzki przemyt

Chasydzi, powodowani wielkim pragnieniem wiedzy, często podkradali rękopisy (ksovim), których ich rabbi nie chciał ujawniać publicznie.

Pewnego razu, w czasie gdy rabbi Josef Jicchok z Lubawicza mieszkał w Warszawie, kilku jego chasydom udało się dorobić klucz do szuflady biurka rabbiego. Kiedy rabbi wyjechał z miasta na kilka tygodni, przeszukali szufladę, zabrali kilka rękopisów i dali je do przepisania.

Dzięki temu wybrykowi, rękopisy owe uniknęły strasznego ognia, który zniszczył wiele bezcennych ksovim.

W ogniu zginęło także wiele z rękopisów rabbiego Menachema Mendela (trzeciego rabbiego lubawickiego). Po fakcie rzekł on do swych uczniów:

– Gewałt! Dlaczego ich nie ukradliście! Gdybyście ukradli, coś by się zachowało...

Rabbi Szneur Zalman z Ladów napisał, w rzeczy samej, na jednym z jego rękopisów: “Cherem [klątwa] zarówno w tym świecie, jak i w przyszłym temu, kto naruszy prywatność tego rękopisu.” Także i ten rękopis spłonął w ogniu.

Kiedy rabbi Szneur Zalman szukał później jakiejkolwiek “przemyconej” kopii, jego syn, rabbi Dow Ber, powiedział:

– Czyż nie sam napisałeś: “Cherem zarówno w tym świecie, jak i w przyszłym...”?

Rabbi Szneur Zalman odpowiedział:

– Gdzież podziało się poświęcenie (mesirus nefesh) dla Tory...?

 

 

W liczbie siła

Kiedy rabbi Dow Ber z Lubawicza miał 16 lat, jego ojciec polecił mu służyć jako mashpia (duchowy przewodnik i nauczyciel) młodzieńcom społeczności chabad.

Rabbi Dow Ber usilnie zachęcał swych uczniów do spotykania się na nieformalnych farbrengens dla wzajemnego mobilizowania się, karcenia i dyskutowania spraw dotyczących doskonalenia ludzkich charakterów i służenia Bogu.

– Spójrzcie na to w ten sposób – powiedział rabbi Dow Ber, – kiedy spotykają się dwaj Żydzi i jeden drugiemu mówi, co trapi jego serce, albo gdy jeden zauważa u bliźniego złą cechę i dyskutuje z nim na ten temat, mamy w rezultacie do czynienia z dwiema Bożymi duszami zmagającymi się z jedną duszą zwierzęcą.

Każdy Żyd posiada bowiem zarówno duszę zwierzęcą jak i Bożą.

Dusza zwierzęca kieruje się samolubnymi, właściwymi życiu materialnemu dążeniami, zaś dusza Boża – bezinteresownym pragnieniem służenia Wszechmocnemu. Dusza zwierzęca, która myśli wyłącznie o sobie, nie jest zainteresowana sukcesem innej duszy zwierzęcej; inaczej rzecz się ma z duszą Bożą, której jedynym pragnieniem jest spełnienie się woli jej Stwórcy.

A zatem kiedy ktoś zmaga się ze swoimi duchowymi zgryzotami w samotności, mamy do czynienia z walką jeden-na-jeden toczoną pomiędzy dwoma “ja” tego samego człowieka; ale kiedy spotykają się dwaj Żydzi, dusza zwierzęca w każdym z nich jest obezwładniona poprzez prowadzony zdwojonymi siłami szturm Bożej esencji człowieka.

Ostatecznie, brat rabbiego Szneura Zalmana, rabbi Jechuda Lejb, wyjaśnił, co miał on na myśli. “»Trzeba żyć zgodnie z czasem« znaczy: trzeba żyć zgodnie z każdym dniem i trzeba doświadczać w naszym życiu prawdy przypadającej na każdy tydzień części Tory i określonego, przypisanego każdemu dniowi fragmentu tygodniowej części Tory. Chasydzi rabbiego, młodzi i starzy, studiują przypadający na każdy dzień fragment Chumash z komentarzem Rasziego. Rabbi zaś mówił im: Trzeba żyć zgodnie z czasem. Trzeba nie tylko poznawać treść dziennego fragmentu, ale w rzeczy samej doświadczyć jej w naszym życiu.”