Picasa
Kontakt

                            


Zofia Zaleska, Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016

__________

Jan Gondowicz


Często korzysta pan przy tłumaczeniach z pomocy internetu?

Oczywiście, internet to coraz bardziej pamięć ludzkości. Ostatnio piękną rzecz napisał o mnie w „Tygodniku Powszechnym” Piotr Paziński, a mianowicie, że „Gondowicz to jest umysł wspomagany potężnym motorem wyszukiwarki internetowej”. Zgadza się, dokładnie tak jest. Czasem czuję się jak ten sławetny lotnik Meriesjew z książki Borysa Polewoja, który stracił nogi - też jestem jak bez nóg, bo nie znam świata, nigdy nie byłem w Paryżu, najdalej w Pradze. Na tle nomadycznych Polaków jestem po trosze kaleką. Przy moich zarobkach trudno mi wybrać się nawet do Krakowa, a co dopiero dalej. Na szczęście jest internet. Kiedy więc ten Meriesjew odzyskał sprawność, wsadzono go do myśliwca nowej generacji i poczuł, jak mimo kalectwa nieznana mu moc silnika ciągnie go w przestrzeń. Nie spodziewał się, że można latać i manewrować tak szybko i swobodnie. Ja poczułem coś podobnego, gdy odkryłem możliwości wyszukiwarek internetowych. Szybko zorientowałem się, że to wehikuł czasu, maszyny pozwalające zaglądać w przeszłość i penetrować tereny, nad którymi studia, o ile w ogóle możliwe, bez internetu zajęłyby miesiące. Dość wiedzieć, co wpisać, a internet staje się potężnym narzędziem. Choć nie do końca pewnym. Jak samolot.
s. 342

W przedmowie do książki Teatr Ojca Ubu można przeczytać, że pana ambicją jest to samo, co przyświecało Boyowi, gdy mawiał, że chce „mowie ojczystej choć jeden przysporzyć klawisz".

Ba, „przysparzanie klawisza” to wielka rzecz! W imię tej ambicji wymyśliłem coś koło tysiąca wyrazów, które pracowicie puszczam w obieg, co niektórych irytuje - istotnie, od manii do maniery jeden krok. Sukcesu nie odniosłem, ale nie tracę nadziei. Poza tym to zabawne. I pozwala przyjrzeć się pod światło, jak tym infuzoriom, o których była mowa, dziwnym okazom menażerii słów. Mam takie, które potrafią zastąpić cały esej. I inne, tak zabójcze, że ich nie ujawniam.
s. 355

Swoje przekładowe przygody z językiem opisuje pan często w przypisach i komentarzach do tłumaczonych tekstów. Lubi pan ten sposób komunikacji z czytelnikami?

Tak, gdy tylko mogę, bez litości walę przypisy, bo żaden komentator nie odkryje w tekście tyle, ile tłumacz. A dzisiejszy czytelnik jest ślepy na gry intertekstualne. Tłumacząc wspomniany cykl ubistyczny, zauważyłem, że nikt z badaczy francuskich nie odkrył, iż zagrzewający do boju okrzyk Ubu: „Polacy, naprzód, a nawet w tył!”, całkiem w stylu Wałęsy, pochodzi wprost z heroikomicznej bitwy w kontynuacji Trzech muszkieterów Dumasa, czyli W dwadzieścia lat później. Francuzi mają to tuż pod nosem i dlatego nie zauważyli. Tłumacz Pana Tadeusza też, myślę, powinien sygnalizować bezpośrednie cytaty Mickiewicza z Iliady. Arcydzieła bywają sklejone z wcześniejszych arcydzieł. Przykładem Szewcy Witkacego. Co z nich bez komentarza zrozumie czytelnik angielski?

I pan by to wszystko anglojęzycznym czytelnikom wyjaśniał w przypisach?

Zrobiłbym dwa wydania - dla ludu i dla wtajemniczonych. Sęk w tym, że nie wiadomo, gdzie położyć kres przypisom, bo prawdziwie twórczy komentarz zawsze ciągnie dalej i głębiej. 
s. 368-369

We wspominanym już szkicu Spowiedź tautologa wyznał pan, że największą trudność sprawił panu w tłumaczeniu inny autor - Mallarmé.

Zgadza się. Zawiodłem na całej linii. Tłumaczenie dywagacji Mallarmégo przypomina łowienie meduzy lejkiem. To była lekcja pokory. Ale wie pani, co jest w tym fachu najważniejsze? Żeby wiedzieć, kiedy się nie wie. Żeby przemóc zadufanie i znaleźć w sobie cierpliwość do sprawdzania detali znaczeń. Kto w porę orientuje się, że gramatyka płata mu figla, kto jest na tyle uważny, żeby wątpić w swoje pierwsze intuicje i zajrzeć do pierwszego, drugiego, trzeciego słownika - ten wygrywa. Nauczyłem się, że w tym zawodzie nie można lekceważyć absolutnie niczego. A w chwilach desperacji pożyteczne jest jedno: podejść z zamkniętymi oczami do biblioteki i otworzyć dowolną książkę. Zadziwiająco często tam właśnie tkwi odpowiedź. To naprawdę działa, proszę sprawdzić!
s. 372