Picasa
Kontakt

                   

Primo Levi, Czy to jest człowiek, przeł. Halszka Wiśniowska, przedmową opatrzył Israel Gutman, Państwowe Muzeum w Oświęcimiu, Książka i Wiedza, Warszawa 1996

s. 40
Oto więc jesteśmy na dnie. Jeżeli potrzeby życiowe zmuszają do tego, człowiek bardzo szybko uczy się przekreślać przeszłość i przyszłość. Po piętnastu dniach pobytu w obozie odczuwałem już przepisowy głód, który śni się po nocach i tkwi w każdym włóknie ciała; nauczyłem się już nie pozwolić się okradać, a nawet - jeżeli znajdę pod ręką łyżkę, sznurek czy guzik, które mogę sobie przywłaszczyć bez obawy kary - zabieram je i uważam, że mam do nich prawo. Na wierzchu stóp porobiły mi się już brzydkie rany, które się nie zagoją. Popycham wagony, pracuję łopatą, moknę na deszczu, drżę na wietrze, moje ciało już nie jest moim: brzuch mam wzdęty, kończyny wyschnięte, twarz rano obrzmiałą, a wieczór zapadniętą; niektórzy mają skórę żółtą, inni szarą. Spotykając się po trzech lub czterech dniach, z trudnością rozpoznajemy się wzajemnie.


s. 68-69
Musiała już minąć dwudziesta trzecia, gdyż pielgrzymka do kubła, pod bokiem strażnika nocnego, przybiera na sile. Jest to wstrętna i haniebna męczarnia: co dwie, trzy godziny musimy wstawać, by pozbyć się nadmiaru wody, którą we dnie byliśmy zmuszeni pochłonąć pod postacią zupy, aby zaspokoić głód: tej samej wody, która wieczór wzdyma nasze nogi i policzki, nadając wszystkim fizjonomiom ohydne podobieństwo, i której wyeliminowanie staje się wyczerpującą pracą dla nerek.
Nie chodzi tylko o procesję do kubła; prawo nakazuje, aby ostatni użytkownik kubła poszedł wypróżnić go do latryny; to samo prawo zakazuje wychodzić w nocy z baraku inaczej jak w nocnym stroju (koszuli i kalesonach) i po wręczeniu numeru strażnikowi. Z czego wynika, że strażnik będzie się starał zwolnić od tego zajęcia swych przyjaciół, rodaków i prominentów; dodać jeszcze należy, że weterani obozowi mają tak wyczulone zmysły, że nawet leżąc na swych pryczach potrafią znakomicie, tylko na podstawie dźwięku kubła rozpoznać, czy poziom osiągnął już niebezpieczną granicę, czy jeszcze nie, dlatego prawie zawsze udaje im się uniknąć wypróżnienia. Toteż kandydatów do obsługi kubła jest w każdym baraku liczba dość ograniczona, podczas gdy litrów do wylania jest co najmniej dwieście; kubeł więc musi być wypróżniany około dwudziestu razy w ciągu nocy.
Wynika z tego, że nam, niedoświadczonym i nieuprzy- wilejowanym, przypada to zadanie każdej nocy, gdy konieczność każe nam korzystać z kubła. Strażnik nocny niespodziewanie wyskakuje ze swego kąta, chwyta nas, bazgrze nasz numer, wręcza nam drewniane chodaki i kubeł i wypycha na śnieg drżących z zimna i rozespanych. Musimy wlec się do latryny ze wstrętnie gorącym kubłem, który uderza nas po nagich nogach; wypełniony jest do ostatecznych granic, nie da się przeto uniknąć, aby przy każdym ruchu trochę płynu nie przelało się nam na nogi, tak że jakkolwiek ta funkcja jest odrażająca, zawsze jednak wolimy wykonywać ją sami, niżby miał to robić nasz sąsiad z pryczy.

s. 102
[...] oprócz oficjalnych funkcjonariuszy istnieje kategoria więźniów, dla których los nie byl od początku łaskawy i którzy własnymi siłami walczyli o utrzymanie się na powierzchni. Trzeba płynąć pod prąd; codziennie i każdej godziny dnia zwalczać zmęczenie, głód, zimno i wypływającą z nich apatię; stawiać czoło wrogom i nie mieć litości dla konkurentów; wysilić fantazję, uzbroić się w cierpliwość, napiąć wolę. Albo też zdusić wszelką godność i zagasić ostatnie błyski sumienia, wystąpić do bitwy jak zwierzę przeciw innym zwierzętom, oddać się we władzę ukrytych podziemnych sił, wspierających plemiona i jednostki w czasach okrucieństw. Niezliczone były sposoby, wymyślane i realizowane przez nas, aby nie umrzeć; tyle ich było, ile jest charakterów ludzkich. Wszystkie pociągały za sobą wyczerpującą walkę każdego przeciw wszystkim, a niektóre wymagały sporo aberracji i kompromisów. Utrzymać się przy życiu, nie rezygnując ze swych zasad moralnych, nie licząc na pośrednictwo pomyślnego przypadku, dane było jedynie bardzo niewielu jednostkom wyższym, predestynowanym na męczenników i świętych.

s. 122
Alex nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. Okazał się brutalnym i podstępnym zwierzakiem, zamkniętym w szczelnej skorupie ignorancji i tępoty, w której wyłom stanowił jego węch i technika fachowego i doświadczonego szpicla. Nie ominął żadnej okazji demonstrowania z dumą swej czystości krwi i zielonego trójkąta i ostentacyjnie traktował z wyniosłą pogardą swoich obdartych i wygłodzonych chemików: - Ihr Doktoren! Ihr Intelligenterd - chichotał codziennie, widząc ich tłoczących się z nadstawionymi menażkami przy rozdziale posiłków. Wobec majstrów cywilnych był nadzwyczaj uległy i służalczy, a z esesmanami łączyły go węzły serdecznej przyjaźni.