Picasa
Kontakt



                         



Tony Judt, Kiedy zmieniają się fakty. Eseje 1995-2010, przełożył Andrzej Jankowski, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2015


s. 56-57

Wielu zachodnioeuropejskich intelektualistów pociągał kiedyś - jako obiecujące połączenie am­bicji filozoficznych i potęgi administracyjnej - Związek Sowiecki. Część tego uwodzicielskiego wdzięku ma „Europa”. Dla jej wielbi­cieli „unia” jest spadkobiercą oświeconego despotyzmu osiemna­stego wieku. Bo czymże w końcu jest „Bruksela”, jeśli nie nową pró­bą osiągnięcia tego ideału skutecznej, powszechnej administracji, wyzbytej partykularyzmów i kierującej się rozsądkiem i zasadami rządów prawa, którą starali się wprowadzić w swych rozpadających się krajach monarchowie tamtej epoki - Katarzyna Wielka, Fryde­ryk, Maria Teresa i Józef II? To właśnie racjonalność ideału Unii Europejskiej czyni ją tak atrakcyjną dla wykształconej inteligencji, która - zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie kontynentu, po­dobnie jak osiemnastowieczni prawnicy, kupcy i pisarze apelujący ponad głowami reakcyjnych parlamentów i innych ciał ustawodaw­czych do oświeconych monarchów — widzi w „Brukseli” ucieczkę od konserwatywnych praktyk i zaściankowości.

Ale za to wszystko trzeba zapłacić pewną cenę. Jeśli „Europa” ma być dla zwycięzców, to kto przemówi w imieniu tych, którzy przegrali - „Południa”, biednych, upośledzonych językowo, edu­kacyjnie czy kulturowo, pokrzywdzonych przez los, pogardzanych Europejczyków, którzy nie żyją w złotych trójkątach wzdłuż zanikłych granic? Istnieje ryzyko, że tym Europejczykom pozostanie „naród” czy też - mówiąc bardziej precyzyjnie - nacjonalizm. To nie to samo co narodowy separatyzm Katalończyków lub awans gospodarczy Lombardczyków; to zachowanie dziewiętnastowiecz­nego państwa jako obrony przed zmianą. Z tego powodu, a także dlatego, że coraz ściślejsze związki między europejskimi narodami są w praktyce mało prawdopodobne, upieranie się przy tym jest być może nierozważne. Przekonując do bardziej umiarkowanej oceny perspektyw rozwoju Unii Europejskiej, nie chcę bynajmniej sugerować, że instytucje narodowe są z natury rzeczy lepsze od ponadnarodowych, uważam jednak, że powinniśmy zaakceptować to, iż narody i państwa są rzeczywiste, i zdawać sobie sprawę, że kiedy się tego nie dostrzega, stają się zapleczem wyborczym nacjo­nalistów.

s. 72
     W Bożym igrzysku, dwutomowej historii Polski, która ukazała się w 1982 roku, Davies zapewnia czytelników, że „wrogości Polaków wobec Żydów dopełniała wrogość Żydów wobec Polaków”. Badaczom historii Polski czasu wojny wyjaśniał, że „pytać, dlaczego Polacy mało zrobili, żeby pomóc Żydom, to tak, jak pytać, dlaczego Żydzi nie zrobili nic, by pomóc Polakom”. W późniejszym artykule zamieszczonym w czasopiśmie „Polin”, starając się wykazać, że wrogość między Polakami i Żydami przed drugą wojną światową była obopólna - w kraju, w którym Żydzi stanowili zaledwie 10 procent ludności! - Davies pisał wstrząsająco o lęku ogarniającym Polaków we wschodniogalicyjskich miastach, kiedy „ruch Betar organizował na rynku miasteczka marsz swojej młodzieży wznoszącej okrzyki «Podbijemy Palestynę» i «Nie boimy się Arabów»”. (Jego opisy napaści na Żydów w międzywojennej Polsce są mniej porywające).
     W istocie Davies poświęcił znaczną część swojej kariery naukowej na ukazywanie takich równoznaczności. Czyni tak, choćby porównując charakterystyczne cechy polskiego i żydowskiego nacjonalizmu, co kiedyś nazwał „owocną dziedziną badań”. Zdaje się, że zbiór owoców w tej dziedzinie badań był tak obfity, iż zachęciło go to do przeprowadzenia w ostatniej książce groteskowych porównań nazistowskich batalionów eksterminacyjnych z niemoralnymi przedsięwzięciami drobnych przestępców, którym dano pozorną władzę w gettach w przededniu zaplanowanej zagłady.