Picasa
Kontakt

                               

Monika Piątkowska, Życie przestępcze w przedwojennej Polsce. Grandesy. Kasiarze. Brylanty, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012, 463 s.

s. 105:
[Zabobony złodziei]: „jeden złodziej zatrzymuje wszystkie zegary znajdujące się w tem mieszkaniu, do którego się włamał, drugi pozostawia na miejscu kradzieży różaniec, obrazek jakiego świętego lub w ogóle jakikolwiek przedmiot, tamten znowu myje ręce i wylewa wodę do wszystkich kątów okradanego mieszkania”. Praktykowanym jeszcze w międzywojniu zwyczajem niektórych przestępców było też zostawianie na miejscu przestępstwa kału - istniało w pewnych kręgach przeświadczenie, że póki nie ostygnie, póty złodziej jest bezpieczny.


s. 195: 
[Pewnemu złodziejowi] chodziło [...] o wodę pozostałą po umyciu zwłok - był to cenny w międzywojniu dekokt, który podawało się narzeczonym „dla wzmożenia ich miłości” - sądzono, że fałszywy agent butelkował ją, gdy rodzina nie patrzyła, i wynosił potem pod paltem.

s. 385
Najgłośniejszą historią przedwojnia pozostała jednak sprawa „starszych panów” z Poznania, zasłużonych obywateli miasta, którzy wykorzystywali erotycznie 12-letnie dziewczynki. Do „klubu zwyrodnialców”, jak ich natychmiast nazwano, należeli Feliks Piekucki, ppłk rezerwy, były komendant miasta, komendant organizacji z kręgu Narodowej Demokracji, działacz społeczny i religijny, organizator plenerowego widowiska „Męka Pańska”, Feliks Hirschberg, właściciel restauracji „Hungaria” i były sędzia pokoju oraz dwóch znanych kupców. Dzieci stręczyły im kobiety, 24-letnia Małgorzata Genzlerowa, żona murarza zatrudnionego w urzędzie telegraficznym, oraz jej 54-letnia matka. One to właśnie zaczepiały na ulicach dziewczynki, które potem trafiały do apartamentu Feliksa Piekuckiego lub do wynajętych przez „klub” pokoi.