Picasa
Kontakt

                                

Mariusz Urbanek, Broniewski. Miłość, wódka, polityka, "Iskry", Warszawa 2011, 408 s.

s. 27:

[W 1918 roku] Popędził do koła POW, gdzie zbierali się legioniści. Dostał mundur, czerwoną opaskę, i został zastępcą komendanta dzielnicy, a nawet - na cztery godziny - komendantem. Pisał, że w tym powołanym naprędce wojsku panował taki bałagan, beztroski „nasermateryzm” i duch leguński, który pozwala mu poczuć się dobrze. Przeszkadzały tylko narodowe, wręcz pogromowe nastroje, które nagle pojawiły się w Warszawie. „Niezmordowani poszukiwacze bolszewizmu”, jak ich nazwał, chcieli połączyć socjalistów z Żydami i pozbyć się od ręki jednych i drugich. Podobna atmosfera zapanowała na uniwersytecie. Hurrapatriotyzm połączony z antysemityzmem. „Co za bydło” - irytował się na kolegów z uczelni.


s. 30:

W Jakowiczach [ w grudniu 1918 roku] zamiast wojska znaleźli gromadę przestraszonych wieśniaków Po serii z ustawionego na dachu kapliczki karabinu maszynowego i razach wymierzanych nahajkami („Świderski zachowywał się jak stupajka, jego ułani jak bandyci” - pisał o jednym z dowódców) oddali siedem karabinów i stali się bardzo ulegli. Jeszcze bardziej spokornieli, gdy dwóch wieśniaków sąd wojenny skazał na śmierć.


s. 31:

Po odparciu Ukraińców [w 1919 roku] wojna pokazała jeszcze inne oblicze. Część żołnierzy za przyzwoleniem, a czasem wręcz podjudzana przez dowódców, zaczęła rabować i na własną rękę wymierzać „kary”, zwłaszcza Żydom, bo zbyt radośnie, chlebem i solą, witali wkraczających Ukraińców. „Poznałem po raz pierwszy nasze ojczyste chuligaństwo” - napisał Broniewski.


s. 37

Pod koniec 1919 roku znów zaczęły się walki. Pierwsza dywizja, a w jej ramach 1. pułk piechoty i 8. kompania Broniewskiego, wyruszyła zdobywać Dźwińsk. Poszło nadspodziewanie łatwo; miasto zostało odbite z rąk bolszewików szybko i bez większych strat („bolszewicy wiali na złamanie karku”), a następnego dnia znów zaczęło się coś, do czego Broniewski nie mógł przywyknąć. Zwycięzcy przystąpili do rabowania żydowskich sklepików. Patrzył na przerażonych i nienawidzących „okupantów” mieszkańców Dźwińska z jednej strony, i na rozwydrzonych polskich żołnierzy i oficerów z drugiej. „Najniższe instynkty wypływają na wierzch” - pisał.


s. 56:

13 grudnia [1922]  Broniewski opublikował w „Robotniku” wiersz Carmagnola Chjeny.


„Niech żyje faszyzm! Dziś my górą!

Żydom - do szyi kamień młyński!”

Manifest pisze Nowaczyński 

w waterklozecie mocząc pióro:


„Świta już Polsce nowa era, 

sam naród dzisiaj sądy czyni -

we Włoszech rządzi Mussolini, 

a Polska będzie mieć... Hallera...”


s. 176:

W maju 1940 roku Broniewski został przewieziony z Lwowa do więzienia NKWD na Łubiance w Moskwie. [...]Przez pierwsze dwa miesiące poeta siedział w jednoosobowej celi, w której najbardziej dokuczał mu brak papierosów Nie miał pieniędzy na zakupy w więziennej kantynie i mógł co najwyżej liczyć na papierosy podrzucone przez innych więźniów. Przeczytał za to, pochwalił się, podczas trwającego rok pobytu na Łubiance 300 książek.


s. 200:

- Dlaczegoście wy, rewolucyjny poeta, opuścili Związek Radziecki? - zapytała go w czasie przyjęcia na jego cześć [w Izraelu] młoda dziewczyna.

- Krew mnie zalewała - opowiadał poeta Lazerowi - i wiesz co jej odpowiedziałem, tej... („tu padło raczej słowo brzydkie, którego nie powtórzę” - wspominał Lazer). Powiedziałem: Bo mnie w y p u ś c i l i.


s. 201:

W liście do czytelniczki, która go [...] zapytała [o zdradę socjalizmu], tłumaczył: „Sądzę, że ten kraj przestał być nosicielem idei socrealizmu. Jest to państwo rządzone terrorem i despotyzmem, zaprzeczające wszelkiej wolności, a w pierwszym rzędzie wolności sumienia” - pisał. To nie on się zmienił, dodał, to zmieniła się Rosja.



s. 250-251:

W maju 1946 roku napisał przedmowę do książki Juliana Bendy Antysemita z przekonania. Francuski filozof rozprawę o francuskim antysemityzmie ujął w dialog inżyniera-humanisty z porucznikiem-faszystą, dla którego wszystkie wartości republikańskie: prawa człowieka, sprawiedliwość społeczna, wolność sumienia, to wymysł Żydów. Broniewski przekładał tezy Bendy na sytuację Żydów w przedwojennej i powojennej Polsce.

„Na szosach polskich, dziś, po wielomilionowej masakrze Żydów, dokonanej przez hitleryzm, polscy porucznicy Chenavard mordują Żydów - pisał Broniewski dwa miesiące przed pogromem kieleckim. - Mordują ich metodycznie, beznamiętnie, na rozkaz swoich władz zwierzchnich”.

  Nie uważał tego za zwyrodnienie spowodowane okupacją i zbrodniami hitlerowskimi. To wynik poglądów, które część polskiego społeczeństwa wyznaje od dawna, napisał. Bojkot ekonomiczny Żydów, działalność Falangi, ONR, podział obywateli II RP według kryteriów rasowych, wszystko to przygotowywało grunt pod wydarzenia, które nastąpiły później. „Hitler zrobił za nas dobrą robotę” - tak oceniło Holocaust wielu Polaków nawet dalekich od faszyzmu, a od aprobaty mordu do samego mordu już tylko jeden krok, uważał. To, co się dzieje w Polsce po wojnie: krwawe napady we wsiach, zbrodnie w małych miasteczkach, egzekucje na szosach, to kontynuacja niedokończonego dzieła Hitlera. Fakty, o których Broniewski pisał w 1946 roku, powtórnie zostaną wyciągnięte na światło dzienne dopiero pół wieku później.

  Wiedział, jak złe - zwłaszcza po Zagładzie - wystawia to Polsce świadectwo. Utrzymywał kontakt z polskimi Żydami poznanymi w Palestynie, między innymi dziennikarką Pauliną Apenszlak. Ona pisała, że codziennie czyta jego palestyńskie wiersze („są najpiękniejsze, jakie Pan kiedykolwiek pisał, chociaż to było Zadupie”), a jej mąż informował poetę o żydowskich reakcjach na wydarzenia w kraju. „Gdyby w Polsce wiedziano, jak to wszystko strasznie kompromituje” - pisał.-