Picasa
Kontakt

                              


Ian Baxter, Komendant Rudolf Höss - twórca Auschwitz, przekład Michał Kozłowski, redakcja naukowa Piotr M. Majewski, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2011, 168 s. + 8 nlb.



s. 92:
Podczas zwiedzania Himmler podsunął Hössowi myśl zbudowania oczyszczalni ścieków w Birkenau. Ostrzegał komendanta, że wcześniej czy później trzeba będzie zmierzyć się z problemem zanieczyszczeń w obozie. W Birkenau już zakopano 107 000 zwłok, które teraz się rozkładają i zanieczyszczają wody gruntowe. Himmler powiedział Hössowi, że jedynym możliwym wyjściem jest ekshumowanie zwłok i spalenie ich na specjalnie skonstruowanych rusztach.
  Następnie Höss odwiózł Himmlera na lotnisko, a w drodze powrotnej do Auschwitz z przerażeniem myślał o tej ekshumacji. Czerwiec i lipiec to w Polsce szczególnie gorące miesiące; w pierwszym tygodniu lipca zwłoki zaczęły się rozkładać. Smród gnijących ciał stopniowo dotarł do powierzchni ziemi i w całym obozie powstał niesamowity fetor. Widziano stada szczurów obgryzających zwłoki, a w obozie robotników cywilnych przeniesionych do Birkenau zdiagnozowano pierwsze przypadki tyfusu.
  Powróciwszy do obozu, Höss postanowił obejrzeć miejsca zakopania zwłok. Smród przyprawiał o mdłości, a wokół tu i ówdzie widać było ślady płynów organicznych będących jego źródłem. Unosiły się nad nimi gęste czarne chmury much. Komendant był pełen obrzydzenia z powodu okropności, których sam był sprawcą. Postanowił zorganizować spotkanie w celu przedyskutowania sprawy niezwłocznego zastosowania otwartego dołu kremacyjnego.
  Zaraz potem rozpoczęły się prace. Wykopano ogromną jamę i na poziomie ziemi ułożono drewniane belki służące jako ruszt. To prowizoryczne krematorium miało wystarczyć dó zainstalowania w obozie krematorium właściwego.
  Sonderkommanda otrzymały polecenie obsługiwania zarówno krematoriów, jak i komór gazowych oraz ekshumowania zwłok gołymi rękoma.
  W ich skład wchodziło ok. 400 więźniów. Przyprawiający o mdłości smród zmusił wielu z nich do zakrywania ust oraz nosów chustkami i szmatami podczas wydobywania przesiąkniętej krwią ziemi. Ogień zapalano używając drewna i benzyny, a zwłoki po prostu wrzucano w stos płonących szmat, mięsa i kości. Był to widok trudny do wytrzymania. Höss pisał:

„Już przy pierwszych próbach spalania zwłok na wolnym powietrzu okazało się, że stale nie można będzie tego robić. Podczas złej pogody albo przy silnym wietrze odór spalenizny rozprzestrzenia! się na wiele kilometrów, co doprowadziło do tego, że cala ludność mieszkająca w okolicy zaczęła mówić o paleniu Żydów, mimo kontrpropagandy uprawianej przez partię i administrację państwową. Wprawdzie wszyscy funkcjonariusze SS biorący udział w akcji zagłady otrzymali szczególnie surowe instrukcje nakazujące zachowanie całej sprawy w tajemnicy, lecz późniejsze rozprawy sądowe wykazały, że nie stosowano się do tych instrukcji. Nawet wysokie kary nie mogły zapobiec gadatliwości".

Według Hössa nawet „obrona przeciwlotnicza protestowała przeciwko ogniom widocznym w nocy z daleka. Trzeba było jednak palić zwłoki również w nocy, jeśli przyjmowanie nadchodzących transportów nie miało ulec zahamowaniu".


s. 107:
Palenie w dołach na początku 1943 r. było wciąż główną metodą pozbywania się zwłok. Höss pisał:

„Przed spaleniem wyrywano złote zęby i zdejmowano pierścionki, a ciała układano na warstwach drewna w stosach po mniej więcej 100 w każdym dole i rozpalano z użyciem szmat polanych benzyną. Gdy taki stos się już odpowiednio rozpalił, wrzucano do niego następne ciała".

Chociaż do podtrzymywania ognia używano benzyny, metanolu, ropy naftowej i alkoholu, to jeszcze specjalne jednostki mające za zadanie pozbywanie się zwłok, wynalazły doły o nowym kształcie i bardziej skuteczne. Doły te na jednym końcu miały zagłębienie, do którego ściekał ludzki tłuszcz. Palacze następnie wylewali duże wiadra wrzącego ludzkiego tłuszczu na zwłoki, żeby jak najszybciej się spalały. Höss pisał:

„[...] zwłaszcza podczas wilgotnej pogody [...] proces spalania trwał około sześciu do siedmiu godzin. Jeśli wiał zachodni wiatr, woń palonych ciał odczuwało się we właściwym obozie".

Technologia związana z paleniem tłuszczu okazała się bardzo skuteczna, ale teraz Höss stanął przed problemem, co robić z wielką ilością popiołów. Wyznaczono specjalny oddział do makabrycznej pracy: wydobywania szuflami tych popiołów z dołów.

„Po oczyszczeniu dołów prochy rozdrabniano. Robiono to na betonowej płycie, na której więźniowie rozdrabniali pozostałości po kościach drewnianymi tłuczkami".

Te szczątki następnie usypywano w sterty i szuflami ładowano na ciężarówki, a te przewoziły popioły do świeżo wykopanych dołów albo do okolicznych mokradeł i rzek lub innych ustronnych miejsc.

s. 150:
[Z ostatniego listu Hössa pisanego do rodziny przed śmiercią w 1947 roku:]  Klausie, mój kochany dobry chłopcze! Jesteś najstarszy. Teraz idziesz w świat. Sam musisz sobie utorować drogę życia. Musisz teraz własnymi siłami układać sobie życie. Masz dobre zadatki, wykorzystaj je. Zachowaj zawsze dobre serce. Bądź człowiekiem, który przede wszystkim, w pierwszej linii kieruje się głębokim uczuciem człowieczeństwa. Naucz się samodzielnie myśleć i mieć własne poglądy. Nie przyjmuj wszystkiego, co będzie Ci mówione, bezkrytycznie, jak niezbitą prawdę. Ucz się z mego życia. Największym błędem mego życia było to, że wszystkiemu, co przychodziło »z góry«, ślepo ufałem i że nie odważałem się mieć najmniejszej wątpliwości o prawdziwości tego, co głoszono.
  Idź przez życie z otwartymi oczyma. Nie bądź jednostronny, rozważaj za i przeciw we wszystkich sprawach. We wszystkim, co przedsięweźmiesz, kieruj się nie tylko rozumem, lecz zważaj szczególnie na głos swego serca. 

s. 154-155:
W powszechnej świadomości Höss był tym groźniejszy, że na zewnątrz wyglądał zupełnie normalnie. Przy swych podwładnych był bezbarwnym administratorem, który z zacisza swego biura wysyłał na śmierć miliony ludzi. Zajęty był swoją pracą i ciągle poszukiwał aprobaty i uznania zwierzchników. [...]
W Auschwitz Höss nie był ani motywowany głównie ideologicznie, ani nie był nazistowskim fanatykiem zdemoralizowanym stosowaniem tortur i zadawaniem śmierci. Jego silą napędową była chęć osiągnięcia sukcesu wewnątrz „zakonu" SS bez względu na to, jak ohydne zadania zostaną przed nim postawione. Podobnie jak wielu podobnych mu sprawców nie był mordercą z natury, ale przy pomocy stopniowego znieczulania zaczął celować na tym polu.